Untitled Document

 

 

 

 

Opis Koconi, Goszczowy (Zagórza) Cytaty za www.lorczak.tuchola.pl

W odległości około 25km od Radomska, 3 km od parafii Chełmo, po lewej stronie nieodległej rzeki Pilicy i u podnóża najwyższego na tym terenie wzniesienia (góra Chełmska) leżały blisko siebie dwie nieduże wsie Koconia i Goszczowa. Były to tereny umownie kiedyś nazywane Kongresówką. Ziemie te należały do zaboru rosyjskiego. Charakterystyczne dla tych terenów jest urozmaicenie niewielkimi pagórkami zbudowanymi ze skał wapiennych i piaskowych. Najwyższym wzniesieniem jest Góra Chełmska mająca 312 m n.p.m. i będąca dzisiaj rezerwatem przyrody ze względu na legendy oraz dęby i buki. Dominują tu gospodarstwa o średniej wielkości. Uprawia się głównie zboża i ziemniaki, hoduje żywiec i bydło. Na terenach tych brak zakładów przemysłowych, występują jedynie drobne zakłady usługowe i wytwórcze( murarstwo, transport, handel ,usługi stolarskie, ubojnie). Cała np. gmina Masłowice ma 116 km kwadratowych powierzchni, liczy 17 sołectw oraz około 4800 mieszkańców. Wieś parafialna Chełmo (nazwa pochodzi od staropolskiego słowa helm co oznaczało samotną górę) ma długą historię sięgającą X wieku, kiedy to istniały tu dwa grodziska obronne na górze. Częstym bohaterem opowiadań było śpiące wewnątrz tej góry wojsko. Miejscową ludność miała o tym przekonywać mętna woda wypływająca z góry niby zanieczyszczona przez dużą liczbę będących tam koni. Wojsko to niby było widywane przez okoliczną ludność. Legenda tłumaczy nam także skąd wzięło się owo wojsko. Trzysta lat temu bronił się na górze pewien możny pan wraz ze swą córką i wojskiem przed przeważającym wrogiem. Nie widząc szans na dalszą obronę wymówił zaklęcie i wszyscy zapadli się pod ziemię. Oczekują teraz odpowiedniej wigilii by powstać. Wśród ludzi krążyło wiele opowieści o ukrytych tam skarbach i bogactwie zakutym w skałach. W tradycji ludowej zachowały się wzmianki o bytności na górze Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, którzy przybywali tam rzekomo na polowania. Goszczowa natomiast należała do gminy Wielgomłyny o podobnej charakterystyce i zajęciach ludności. Koconia i Goszczowa należały jednak zawsze do parafii Chełmo. Jak wyglądały te tereny w pamięci najstarszych a potem młodszych? Wsie były zabudowane domami drewnianymi lub glinianymi, pokrytymi słomą. Dom składał się najczęściej z dwóch izb, komory i sieni o podłogach glinianych. Okna małe, zazwyczaj skierowane na trzy strony świata. W izbie był duży piec, najczęściej z przypieckiem i ubogie meble: proste łóżka, kufer lub skrzynia na bieliznę, stół i ławy. Na oknach kwiaty w doniczkach (najczęściej pelargonie i krakusy). Ściany ozdabiane były świętymi obrazami, na których wieszano ręcznie wykonane stroiki z papierowych kwiatów. Na ścianach wieszano bardzo ozdobnie tkane makaty. Częścią domu była dość obszerna komora, gdzie przechowywano zapasy zboża, żywności i odzież. Bardzo praktyczne w każdym domu były wysokie progi, na których najchętniej przesiadywały dzieci, jak również i starsi. W każdym domu były żarna służące do mielenia zboża na mąkę. Kobiety piekły z niej razowe ciemne pieczywo. Dziś takie pieczywo nazywano by gruboziarnistym. Naczynia były proste, początkowo drewniane, jednak niezwykle praktyczne. Przed domem najczęściej stała studnia cembrowana, a przed nią duża drewniana balia na wodę. Podwórze w tej części porośnięte było trawą. Pozostała część podwórza wyłożona była kamieniami, których w tej okolicy nie brakowało. Chlew i stodoła stanowiły niejednokrotnie całość. Dalej rozciągał się obowiązkowo sad z drzewami owocowymi, a potem łąka i długie wąskie pola. Pola dzielone były miedzami, na których latem wypasano bydło wiązane postronkami a potem łańcuchami. To wypasanie najlepiej z nas pamiętają ci, którzy się u dziadków wychowywali. Ile to było kłopotu, aby krowa nie złapała pyskiem rosnących u sąsiada roślin. Pasący nie mógł na chwilę pozostawić bydła bez opieki, aby ono nie wyrządziło szkód.(...) We wsiach były też pastwiska wspólne, tzw. wiejskie, na których wypasało się bydło. Jeżeli przez wieś lub obok przepływał potok czy rzeczka, to woda w nich była tak czysta, że gospodynie urządzały tam pranie i płukanie bielizny, dzieci latem kąpały się w wodzie, a zimą urządzały sobie ślizgawki na samorobnych łyżwach. Goszczowa miała w niedalekim Srokowie staw, a na nim trochę spiętrzoną wodę napędzającą młyn. Tam najczęściej wszyscy się kąpali, skakali z tamy i nurkowali. Wyprawy na staw zazwyczaj nie podobały się dziadkom, bo dla nich to tylko strata czasu. Dlatego z drogi często było słychać wołanie, aby wracać do domu czy pracy. Inni zostawali, a my ze smutkiem wracaliśmy do domu. Cechą wszystkich wsi była ich bardzo gęsta zabudowa. Tak jest na tych wsiach do dzisiaj. Mieszkańcy żyli i ubierali się dość skromnie. W oczy rzucało się bardzo specyficzne nakrycie dla kobiet tzw. zapaska. Mieniła się tęczą barw, robiona ręcznie na krosnach. Kobiety prześcigały się w tej modzie. Każda starała się, aby zrobić sobie jak najpiękniejszą i najbardziej kolorystycznie dobraną zapaskę. Aby jakość tej zapaski była dobra, to musiały być użyte lepsze materiały. Latem ludzie chodzili boso, a buty to najczęściej drewniaki (trepy) i na zimę, i na lato. Ludność nie umiała w większości czytać ani pisać. Podpisywano się krzyżykami. W zasadzie ludzie byli wyznawcami religii katolickiej, ale na tych terenach dość licznie zamieszkiwali Żydzi trudniący się handlem. Najwięcej Żydów zamieszkiwało w niedalekim Przedborzu. Do kościoła mieszkańcy Koconi i Goszczowy chodzili do Chełma. Obok kościoła znajdował się cmentarz parafialny. Groby na cmentarzu nie były tak pielęgnowane jak czyni się to obecnie. Początkowo nie stawiano żadnych płyt nagrobnych, a jeżeli ktoś stawiał, to z piaskowca. Już w naszej pamięci cmentarz w Chełmie był zarośnięty krzewami i trawami. W większości rodziny były wielodzietne, ale i umieralność wśród noworodków i niemowląt była bardzo duża. W rodzinie Wawrzyńca i Marianny Lorczak trójka kolejnych dzieci również nie przeżyła długo po porodzie. Kiedy Marianna była w ciąży z następnym dzieckiem to przez Koconię przechodziła pielgrzymka do Częstochowy na Jasną Górę i jedna z pątniczek poradziła jej aby poczętemu dziecku dać po urodzeniu na imię Adam lub Genowefa to przeżyje. I tak się stało. Porody odbierały kobiety wiejskie, które spełniały pracę akuszerek i położnych. W metrykach pojawiają się najczęściej te same nazwiska odbierającej poród przez długie lata, po czym następuje zmiana na inne nazwisko, najprawdopodobniej osoby młodszej, przyuczonej do odebrania porodu. Dzieci chrzczono krótko po urodzeniu w obecności rodziców, a także rodziców chrzestnych. Rodziców chrzestnych się wybierało i to była duma dla nich samych, gdyż wszyscy uważali, że część charakteru przejdzie z nich na chrześniaka. Dzieciom nadawano imiona biblijne. Młodzi ludzie zawierali związki małżeńskie przeważnie w obrębie wsi lub parafii, przy czym raczej nie wchodziły tu w grę uczucia i miłość, ale względy natury gospodarskiej i bytowej ( sąsiedztwo pola, wielkość posagu panny młodej). Ziemię dzielono pomiędzy potomków w rodzinie. Kawałki ziemi miały swoje nazwy.(...) Tereny zamieszkałe przez rodzinę należały do tzw. Polski "B". Gęsta zabudowa wsi, słomiane strzechy to duże zagrożenie pożarowe. Z tej przyczyny w dniu 19 września 1959 roku spłonęła cała wieś Goszczowa, kiedy to jedna z gospodyń, Cecylia Zuterek, wysypała tlący się jeszcze popiół na podwórze. Wieś dużym wysiłkiem odbudowano już jako murowaną. Dachy kryto blachą. W naszej pamięci pozostały starania o blachę i jej transport na Goszczowę. Dochody rolników nie były duże i pochodziły ze sprzedaży płodów rolnych i zwierząt na organizowanych jarmarkach w Przedborzu, Wielgomłynach czy Radomsku. Wyjazd na jarmark to duża frajda dla młodych i ciekawych świata. (...) Wsie w okolicach Koconi i Goszczowy (Niwa, Zagórze, Dębowiec, Sroków, Bieszczyków, Granice, Kraszewice) należały do parafii Chełmo, gdzie był dość duży majątek hrabiów Wielowieyskich. Przed uwłaszczeniem wszyscy z okolicznych wiosek tam pracowali. (...) W tej parafii wszyscy się rodzili, byli chrzczeni, przyjmowali I Komunię św., byli bierzmowani, brali śluby i byli chowani na cmentarzu. Do dzisiaj na cmentarzu są w dobrym stanie i zadbane groby naszych przodków. (...) Księża byli szanowani i cieszyli się dużym mirem. Żyjący jeszcze dziś opowiadają o wspólnych modlitwach i uczestnictwie w obrzędach religijnych. W domach śpiewano godzinki, odmawiano w południe Anioł Pański, różaniec, gorzkie żale, brano udział w nieszporach i jutrzniach. Każdy czuł potrzebę uczestniczenia w niedzielnej mszy świętej. Do kościoła chodziło się przeważnie pieszo i boso, a buty zakładano przed samym dojściem do kościoła. Sam kościół był ładnie ustrojony. Dla nas młodszych pójście do kościoła było atrakcyjne. Z utęsknieniem czekało się na odpusty w parafii własnej, a także w sąsiednich. Dla dzieci ciekawość wzbudzały ustawione przed kościołem kramy z różnościami. W dniu odpustu organizowane były zabawy taneczne na świeżym powietrzu czy w remizach strażackich. Do domu wracało się późno lub nad ranem i kładło się spać na sianie. Dziadkowie budząc nas rano do pracy patrzyli, że na sianie jest zbyt dużo nóg. W trakcie dnia, szczególnie dziadek, wypytywał nas jak było na zabawie, ilu było pobitych, z którą panną najczęściej tańczyliśmy. (...) Posiłki były słabo urozmaicone, ale raczej była to zdrowa żywność. Stale jadło się zalewajkę, żurek. W zależności od zamożności rodziny były podawane z kiełbasą lub bez, ze skwarkami, ale najczęściej zaklepywane śmietaną. Lepsze jedzenie starano się podawać w niedzielę czy święta, choć najczęściej był to rosół z kury i do tego ziemniaki. Lepsze mięso zawsze było dla głowy rodziny. Najlepiej jadło się nam siedząc na progu domu. Jajka gotowano i smażono, ale pamiętamy, że z jajkami chodziło się do sklepu i za nie robiło zakupy. Jajka w sklepie były prześwietlane czy aby nie są z podkładek pod kwoki ( tzw. dzbuki). Szczególnym dniem była pasterka i święta. Przed świętami w postach czyszczono garnki, aby nie pozostał żaden tłuszcz. Noc wigilijna miała w tradycji szczególną moc. Zaklinano drzewa owocowe, wierzono w duchy i czarownice, chodzono po kolędach, świętowano Trzech Króli i bawiono się w zapustach, czyli karnawale. Do ważnych świąt należało święto Matki Boskiej Gromnicznej, gdyż poświęconej w tym dniu świecy przypisywano szczególne znaczenie. Wierzono, że ma ona moc uzdrawiającą i chroni od nieszczęść. W czasie silnych wtedy burz i grzmotów zapalano świecę i ustawiano w oknie, aby odpędzała pioruny i błyskawice. Cały dobytek spakowany był do szybkiego wyniesienia. W każdej wsi był ktoś zdolny do rzucania lub zdejmowania uroków, zaklęć. Wierzono w zauroczenie kołtunem (sklejenie włosów). Bano się, że ci ludzie mogą odebrać mleko krowom, zepsuć wodę w studni. W obronie przed urokami wiązano koniom przy ogonie lub uździe czerwone kokardki. Części uprzęży i wozu miały swe nazwy: kantar, chomąto, luśnia, orczyk. (...) Na wiosnę uroczyście świętowano Niedzielę Palmową. Poświęcone palmy przechowywano przez cały rok. Zakładano je za ramy obrazów i krzyży na ścianie. W Wielki Piątek przed Wielkanocą trzeba było obowiązkowo być w kościele aby złożyć hołd Jezusowi w grobie, a potem uczestniczyć w mszy rezurekcyjnej. Ile tam było ciekawych rzeczy: piękny grób Chrystusa, strażacy w galowych mundurach, ozdobnych hełmach na głowie, jako straż grobu, orkiestra z dużymi trąbami. Czyniło się przygotowania do lanego poniedziałku. Oblewano panny nawet w kościele. We wsiach wszyscy latali z wiaderkami pełnymi wody.( ...) Dzieci na religię uczęszczały do kościoła, tam również przygotowywały się do komunii. Przyjęcia były skromne, ale obowiązkowo uczestniczyli w nich rodzice chrzestni. Przez całe życie mówiło się do nich chrzestny i chrzestna. Uroczystość weselna miała swoistą oprawę. Zawsze był ktoś zajmujący się kojarzeniem par. Zajmował się tym prawie zawodowo, uzgadniał posagi, terminy. Wesele trwało kilka dni, a ważnymi osobami na weselu byli drużbowie. Śpiewano przyśpiewki i kuplety. (...).


 

© 2001-Sierpień 2010 ZAGóROWICZ aktualizowano luty 2007